Ważna wygrana Podbeskidzia!

na zdjęciu zawodnicy podczas walki o piłkę fot. Jakub Ziemianin

Stawką sobotniego meczu ze Stomilem Olsztyn była pozycja lidera, którą Górale mogli samodzielnie objąć w wyniku remisu Warty Poznań. Ale do tego konieczne były trzy punkty z bardzo niewygodnym rywalem, z którym bielszczanie przegrali jesienią w Olsztynie.

Trener Krzysztof Brede dał 27 czerwca odpocząć podstawowym w ostatnich meczach zawodnikom. Na ławce rezerwowych mecz zaczęli Michał Rzuchowski i Marko Roginić, obaj pojawili się w drugiej połowie, a Dmytro Bashlai znalazł się poza kadrą meczową kadrą ze względu na drobny uraz. Miejsce nieobecnych zajęli Aleksander Komor na środku obrony, Tomasz Nowak w linii pomocy, a na szpicy zagrał Kamil Biliński, który przed tygodniem cieszył się ze swojej pierwszej bramki dla Podbeskidzia, która dała remis 1:1 z GKS-em Tychy. W porównaniu z poprzednim meczem zmiana nastąpiła również młodzieżowca – w Tychach zagrał Mateusz Sopoćko, do składu powrócił Filip Laskowski, który w ostatniej kolejce pauzował za żółte kartki.

Jak powiedzieliśmy wcześniej, Stomil to rywal niewygodny, który nie tylko wygrał z Góralami jesienią, ale także z ostatniego wyjazdu do Bielska-Białej wywiózł trzy punkty. Nie tylko historia spotkań, ale i pierwsza połowa sobotniego meczu również zapowiadała ciężką batalię o zwycięstwo. W pierwszych 45 minutach, choć Podbeskidzie przeważało i w posiadaniu piłki i w liczbie przeprowadzonych ataków, ale te statystyki nie przekładały się na skuteczność przeprowadzanych akcji i liczbę oddanych strzałów.

Drugą połowę bielszczanie rozpoczęli z animuszem, kapitalnie piłkę rozegrał Nowak z Danielakiem, ale dośrodkowanie tego drugiego było zbyt mocne i nie trafiło na głowę Kamila Bilińskiego, który wyskoczył jak mógł najwyżej, ale i to nie wystarczyło, by strącić piłkę w kierunku bramki gości.

W takich momentach, gdy trudno przełamać przeciwnika, potrzebne jest trochę szczęścia i ono przyszło z pomocą Góralom. W 59. minucie Sierpina dośrodkowywał piłkę, Bilińskiego ubiegł Bondarenko, który samobójczym strzałem pokonał własnego bramkarza.

Jak wielką ulgę ten gol przyniósł Góralom, zobaczyliśmy już trzy minuty później. Zespół, który wcześniej miał duże trudności, by wykreować sytuację podbramkową, już po chwili prowadził dwiema bramkami! Dośrodkowanie Rafała Figiela doskonale wykorzystał Karol Danielak, który zdobył swoją 12. bramkę w sezonie i zbliżył bielszczan do trzech punktów.

Olsztynianie mogli, a nawet powinni, zdobyć bramkę kontaktową, kiedy po akcji Hinokio jeden z zawodników Stomilu wyszedł sam na sam z Polačkiem, ale kapitalną interwencją wślizgiem tuż przed własną bramką strzał zablokował Aleksander Komor, który otrzymał zasłużone brawa od kibiców i podziękowania od kolegów z drużyny.

Gromkie brawa i gratulacje zebrali natomiast wszyscy zawodnicy Podbeskidzia od fanów zgromadzonych na stadionie, którzy po końcowym gwizdku mogli zaśpiewać Lider jest nasz!

 


Podbeskidzie Bielsko-Biała – Stomil Olsztyn 2:0 (0:0)

Bramki: 58’ Bondarenko (samob.), 63’ Danielak

żółte kartki: Komor – Carolina, Bucholc, Bondarenko

Podbeskidzie: Polaček – Jaroch, Osyra, Komor, Gach – Danielak (80’ Rzuchowski), Nowak, Figiel, Sierpina – Laskowski (59’ Sopoćko) – Biliński (70’ Roginić)

Stomil: Skiba – Bucholc, Bondarenko, Biedrzycki, Straus – Hinokio, Tecław (65’ Siemaszko), Hajda (65’ Kubaň), Carolina – van Huffel (75’ Lech), Sobczak

 

materiały prasowe klubu