W wojnie nie ma nic dobrego

Na zdjęciu scena ze spektaklu Do piachu, fot. Dorota Koperska, materiały Teatru Polskiego

Wojna ma zapach starej onucy i bimbru, którym próbuje się zagłuszyć strach przed śmiercią. Nie ma w niej nic romantycznego, wzniosłego, pięknego. Jej groza pochłania całkowicie, wyzwala najbardziej pierwotne instynkty – najeść się, wydalić, dać upust emocjom, przeżyć. Taka jest wojna w sztuce Do piachu Tadeusza Różewicza, którą w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej zrealizowali Janusz Opryński i Witold Mazurkiewicz.

Ten reżyserski duet po raz pierwszy przeniósł Do piachu na scenę w 2003 r., w lubelskim Teatrze Provisorium, we współpracy Kompanią Teatr - 13 lat po poprzedniej realizacji dramatu Różewicza dokonanej przez Kazimierza Kutza w Teatrze Telewizji. Tak długi okres niewystawiania jednego z najważniejszych polskich utworów dramatycznych napisanych po II wojnie światowej to efekt ataków na autora i realizatorów sztuki ze strony środowisk kombatanckich broniących bohaterskiego mitu żołnierza, partyzanta. Utrwalony wizerunek wojaka rodem z akademii i uroczystości ku czci nie ma się nijak do wojennej rzeczywistości, którą Tadeusz Różewicz przeżywał na własnej skórze, gdy spędził 2,5 roku w lesie pod Radomskiem jako żołnierz Armii Krajowej. Ten prawdziwy obraz zawarty w Do piachu – pokazany zarówno u Kutza, jak i wcześniej, w prapremierowej realizacji dramatu w reżyserii Tadeusza Łomnickiego w 1979 r. w Teatrze na Woli - nie mógł się spodobać dźwigającym sztandary bohaterstwa kombatantom. Stąd przez 13 lat T. Różewicz nie pozwalał sztuki wystawiać. A potem Januszowi Opryńskiemu i Witoldowi Mazurkiewiczowi udało się przekonać autora do jej wystawienia przez dwa alternatywne zespoły – Teatr Provisorium i Kompanię Teatr. Jak stwierdził podczas jednej z konferencji prasowych Witold Mazurkiewicz, obecnie dyrektor Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, tamten spektakl nie obudził upiorów przeszłości.

Podobnie jest z przedstawieniem w bielskim TP przeniesionym z lubelskiej realizacji. To nie jest obrazoburczy spektakl. Reporterskie relacje z wojen z różnych zakątków świata, obrazy filmowe - zmieniły naszą wrażliwość na wojnę, bo zobaczyliśmy i usłyszeliśmy historie wielu okrucieństw i tragedii. A nagromadzenie wulgaryzmów w tekście – kogo to dzisiaj jeszcze porusza?... Brutalność języka głęboko weszła w naszą pokojową rzeczywistość, a w sytuacji skrajnej, gdy amplituda napięć dotyka podstaw egzystencji, staje się ona czymś naturalnym, jak rudymentarny instynkt przeżycia.

Mimo że Do piachu opowiada partyzancką historię z czasów II wojny światowej - z realiami, postawami, przekonaniami, ideologiami tamtych czasów - ma wymiar uniwersalny. W każdej wojnie chodzi o to, by przeżyć i pokonać wroga, czyli go unicestwić. Od samego początku przedstawienia słyszymy dojmującą, budującą mocne napięcie muzykę i widzimy sugestywne światło (światło: Jan Piotr Szamryk). Na scenie pojawia się śpiewający poezję Lirnik (w tej roli Adam Myrczek). Ubrany w żołnierski szynel, z przesłoniętymi opaską oczyma przypomina Tejrezjasza – wieszczącego klęskę niewidomego wróżbitę z dramatów Sofoklesa, tego, co widzi więcej - albo po prostu ofiarę egzekucji. Żołnierze w maskującym wyposażeniu (kostiumy: Witold Mazurkiewicz) przypominają nierealne istoty z głębokiego lasu, a jednocześnie postaci z nędzy wojennej rzeczywistości. Groza jest wszędzie, adrenalina sięga zenitu, z każdej strony może paść strzał. Grupa wylęknionych mężczyzn (Grzegorz Sikora, Tomasz Lorek, Michał Czaderna, Piotr Gajos i Sławomir Miaska) miota się po scenie w przerażającym tanću. Kiedy zdejmą z twarzy maskownice przypominające łachmany, rozpoczyna się dosadna opowieść o partyzanckiej rzeczywistości, z pełnokrwistymi osobami dramatu, jak pełnokrwista jest smażona na scenie wątróbka - po widowni rozchodzi się zapach realnego jedzenia. 

Jeden element kostiumów i zarazem scenografii pozostaje z nimi do końca spektaklu. To belki, które na początku są drzewami - mężczyźni przypinają się do nich do snu - a metaforycznie belkami wojennego krzyża dźwiganego przez nich w sacrum i profanum wojennej udręki.

Ciekawym zabiegiem scenograficznym i inscenizacyjnym jest dwukołowy wóz, ogrywany niemal przez cały spektakl. To środek transportu, szalunek okopu, miejsce do spania na kupie, która wygląda jak gotowy transport zwłok, a w pewnym momencie i triumfalny rydwan, na którym obwożony jest patefon. Niestety nie został zdobyty na wrogu, ale wyszabrowany z okradzionego domu, z którego słychać krzyk zrozpaczonej kobiety. Jeden z partyzantów – nie bardzo wiedzący, co robi w tym oddziale - prosty, wiejski chłopak Waluś (znakomity w tej roli Sławomir Miska) zostaje oskarżony o kradzież i gwałt. I ten czyn jest kanwą opowieści o zacieraniu się granic moralnych, o destrukcji człowieczeństwa spowodowanej krańcowością wojennych wyborów. A wojna to już nie jest dla nas wydarzenie z odległych kart historii. To realne zagrożenie, to rzeczywistość tuż zza naszej granicy.

Do piachu można zobaczyć w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej 12, 13 i 14 kwietnia o godz. 19.00.

wag